Dramat nad Tamizą. Farsa nad Wisłą

Przez kilka dni trwało kłopotliwe oczekiwanie. Kto pęknie pierwszy: Beata czy Frans? Podobno kompromis jest "w zasięgu ręki". To myślenie, podobne po obu stronach sporu, jest przejawem zupełnego braku zrozumienia, co jest naprawdę grane w tej chwili w Europie. Chcę unikać wielkich słów, ale na naszych oczach rodzi się Nowa Europa. Proces ten można śledzić na dwóch scenach.

Scena brytyjska

To klasyczny dramat. Prawdziwie hollywoodzka produkcja. Wrogowie Unii dostali od Camerona prezent w postaci referendum. Pierwszy raz, w pierwszym kraju UE, mogą nie tylko narzekać, ale też wygrać. Zwolennicy też nie marnują okazji, aby na jakiś przynajmniej czas zdjąć temat członkostwa z porządku dnia debat politycznych.



Czasu nie marnuje też Unia. Elita brukselska walczy o pozostanie w strukturach ważnego i silnego państwa, ale nie za wszelką cenę. To niemal pewne, że zaraz po referendum ruszy Nowa Integracja. Banki, podatki, planowanie rozwoju, badań naukowych, oddzielny budżet, infrastruktura – tu powstanie nowa jakość. Nie, nikt nie stworzy żadnego państwa federacyjnego, bo i po co?

Scena polska

Tu rozgrywa się z kolei farsa z elementami tragikomedii. W Brukseli wszyscy doskonale wiedzą, że ważne sprawy tak naprawdę decydują się w państwach członkowskich. Tak będzie i w Warszawie. Komisja może być co najwyżej życzliwym "pomagierem" w rozwiązaniu problemu, ale nic na siłę! Wojny z Polską o Trybunał nie będzie. Będzie natomiast prosta konkluzja, że Polska sama wykluczyła się z grona państw respektujących podstawowe zasady. Chcecie tego Polacy? To macie!

W odróżnieniu od spektaklu brytyjskiego, bez "Kraju znad Wisły" nowa integracja dokona się i zapewne przyspieszy. Jeśli ktoś nas z niej wykluczy to tylko my sami, a karawana pomknie dalej. Nie będzie żadnej drugiej kategorii członkostwa. Ci mądrzejsi stworzą po prostu "business class". PiS tego nie rozumie. Nie jestem przekonany, czy rozumie to opozycja.

Jedno jest pewne. Gdy w Polsce trwa żenująca dyskusja o suwerenności, oni, tam w Berlinie, Rzymie i Paryżu, rozmawiają o konkurencyjności.
Trwa ładowanie komentarzy...