Mieszkał wtedy w budynku ambasady RP w Kijowie. Trudno to było nazwać rezydencją, ale nawet w takich warunkach Jego świat był pełen bibelotów i pamiątek, bo Jurek zawładnął Wschodem, a Wschód Nim. Kochał prowincje Ukrainy, Litwy, a później Rosji. Kochał prostych ludzi i klimat, który wytworzyło imperium, najpierw carskie, potem radzieckie, ale ludzie byli zawsze ponad imperiami.
Jerzy Bahr wrócił do Polski po zakończeniu misji na Litwie i stał się moim następcą w BBN. Rozmawialiśmy w tamtym czasie długimi godzinami, bo już wtedy, w 2005 roku, świat był coraz bardziej skomplikowany. Swoją dyplomatyczną misję zakończył w Moskwie, w najtrudniejszej sytuacji, na jaką mógł trafić. To On żegnał zwłoki polskiej delegacji, która tragicznie zginęła w Smoleńsku.
Był człowiekiem opozycji, ale ten fakt był prywatny. Nie miał żadnego problemu, by mądrze rozmawiać z taką postkomuną jak ja. Z pożytkiem dla Rzeczpospolitej.
Jego "Bahrak", jak przekornie nazywał swój dom w Michałowicach, mógłby być muzeum tolerancji, mądrości, kompetencji i uśmiechu.
Cześć Jego pamięci!
