O autorze
Piszę bloga, aby się wygadać. My politycy jesteśmy zaprojektowani do tego, by mówić. Zwykle piszę o oczywistych oczywistościach, których nie dostrzegają inni.

Pytanie do Polski znad Dniepru

Nie podejrzewam Jarosława Kaczyńskiego o naiwność i niewiedzę w sprawach Ukrainy. Bywał na Euromajdanie, pewnie wielokrotnie rozmawiał na jej temat z bratem. Ba, gdy Rosja zajmowała Krym, widywałem go na naradach kryzysowych zwoływanych przez premiera Tuska. Mimo to ostatnio ujawnił, iż "powiedział prezydentowi Poroszence, że z Banderą to oni do Europy nie wejdą".

Kaczyński wie pewnie, za co Stepana Banderę czci dzisiejsza Ukraina. Bo przecież nie za przelaną polską krew. W historii tego kraju brakuje mitu ojców założycieli. Brakuje wizjonerów, dowódców, mężów stanu. Tak jest, bo państwa, które mogłoby ich wydać, nie było na mapie.

Tak się składa, że w najnowszej historii znane postacie walczące o "Samoistną Ukrainę", pretendujące do miana bohaterów, splamiły swoje dłonie polską krwią. Zresztą nie tylko polską, bo i żydowską.

Historia Bandery pokazuje, jak zakręty historii potrafią układać losy człowieka. Obywatel II Rzeczpospolitej, absolwent Politechniki Lwowskiej (bez dyplomu), konspirator, terrorysta, morderca, skazaniec, agent (Abwehry, MI6, CIA), więzień. Połowę rodzeństwa wymordowało mu NKWD, resztę hitlerowcy. Dla marzenia o Ukrainie obrażał w ojczystym języku polski sąd, sprzedał się hitlerowcom, kazał mordować sąsiadów Polaków. Co z tego, że nie z nienawiści a "dla wielkiej sprawy"? W końcu wylądował w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, m.in. wraz ze Stefanem Roweckim (Grot). Żywota dopełnił z rąk KGB, już po wojnie.

Takiego i podobnych bohaterów wynosi na pomniki Ukraina. Ta proeuropejska, patriotyczna, antymoskiewska. Ta przyjazna w swej masie Polsce…

My, Polacy, wcale nie musimy zapominać o popełnionych zbrodniach i ich sprawcach, aby zrozumieć dzisiejsze znaczenie tych ludzi dla budowy nad Dnieprem niepodległego państwa. Powiem więcej. Gdyby Bandera żył, byłby doskonałym partnerem do rozmów o sojuszu z Polską. Podobnie jak Arafat dla Izraela i Gerry Adams (IRA, Sinn Fein) dla Wielkiej Brytanii.

Kaczyński to wszystko wie. Po co więc prowokuje Ukraińców?

Poprzez swoje deklaracje zachowuje się jak człowiek, który chce mieć alibi na wypadek fiaska aktualnej polityki Europy wobec Ukrainy. Rzecz w tym, że jego deklaracja do tego fiaska się przyczynia. Ukraina "Bandery" się nie wyrzeknie, a Kaczyński jej do Unii nie będzie przyjmował. Z Banderą lub bez niego. Zadecydują inni. Prowadzi więc marną grę znaczonymi kartami. Marnuje polskie aktywa i pozycję naszego kraju, na jaką pracowaliśmy 25 lat, w tym jego ukochany brat.

Młodzi ludzie z Majdanu, którzy stracili najbliższych pytają: "i Ty Brutusie…"?

Nie Kaczyńskiego. Polski.

Tekst opublikowano w "Trybunie", pod redakcją Piotra Gadzinowskiego
Trwa ładowanie komentarzy...